środa, 19 czerwca 2013

...jak to się zaczęło..


         Osoby, które mnie znają z pewnością doznały małego szoku, gdy dowiedziały się że  "złapałam wirusa dłubaninki". Nie należę do spokojnych osób z typowymi zdolnościami "Pani Domu" ( no dobra wody na herbatę nie przypalę ;)), ale igła i druty to już  wyższa szkoła jazdy... 
         Zabawa z papierkami zaczęła się przez moją prababcię... bardzo chciałam zdobyć dla niej niewiędnące  niezapominajki, takie żeby przetrwały lato na cmentarzu...niestety takich nie znalazłam więc postanowiłam je zrobić... tony pociętego papieru i tubki zużytego kleju nie odstraszały mnie... zboczenie zawodowe kazało mi próbować, aż efekt końcowy będzie taki jak był zamierzony w projekcie... oczywiście koniec końców kwiatki nie powstały... przyszła zima, ale wirus nie odpuścił.. najbardziej w tym świecie papierkowym podoba mi się to, że jeszcze tyle rzeczy mogę wymyślić i narzędzia nie gryzą mnie :) ( igła do zwijania papierków przypomina mi śrubokręt ;))) czyżby czekała mnie mgr i doktorat z wytrzymałości papierków ;))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz